WILLOWY BROCHÓW
/ 06-04-2011
/ 06-04-2011
/ 20-12-2009
Znów przyszło nam nakładać kalki na istniejącą niegdyś tkankę miasta. I znów grzebać w zapuszczonym dość mocno genotypie tej części Śródmieścia, szukając jego charakterystycznych cech. Punkt startu był dramatycznie nieciekawy – zlikwidowana baza firmy śmieciowej, jednak z mocnym potencjałem przestrzennym i budzącym się kulturowym. I znów rzeka. Plan miejscowy uszyty dla tego miejsca zakładał dwa niesymetryczne kwartały zabudowy przecięte przedłużeniem ulicy Dubois. Urbanistycznie nadaliśmy pierwszemu z nich formę solidnego bloku, otwierającego wejście na teren Nadodrza. 7-kondygnacyjny budynek zamyka układankę miejskich kwartałów, ciągnącą się aż od nasypu kolejowego. Biała, charakterystyczna bryła z poprzesuwanymi względem siebie kondygnacjami, po to by uciec od rzeczywistej masy budynku, buduje główne osie widokowe. Wszystkie piętra posiadają łatwo dostępne tarasy z widokiem na rzekę lub krajobraz miejski – nasz drobny wkład w ewolucję współczesnego miejsca pracy.
Drugi z bloków zabudowy, budynek mieszkalny Kurkowa 14, tworzy spójny urbanistycznie koncept wraz z biurowcem i stanowi próbę adaptacji modernistycznych postulatów mieszkania do XIX wiecznej morfologii kwartałowej. Stąd jedna, wspólna brama wejściowa na podwórze, które podniesiono na poziom +1 i wysunięto żelbetową szufladą nad rzekę. Wszystko po to, aby przy obrzeżnej formule zabudowy, uzyskać dość czytelne strefowanie przestrzeni: publicznej (ulice Kurkowa i przedłużenie Dubois), pół-publicznej (bulwar nadrzeczny), sąsiedzkiej (wewnętrzny dziedziniec i wysunięty pomost), czy prywatnej (ogródki na parterze).
Zagospodarowanie terenu odwzorowuje geometryczny porządek z architektury budynków, wypreparowany wcześniej z historycznych skwerów Nadodrza. Ten projekt jest trochę o wszystkim: o bramie, o ulicy, o placu miejskim, o bulwarze wreszcie o rzece. Jest po prostu o mieście.
/ 18-12-2007
Z zasady nie robimy domów jednorodzinnych. Po pierwsze, to nieekologiczny sposób zamieszkiwania. Po drugie, być może kluczowe, ponieważ nie potrafimy się zręcznie poruszać w stanach emocji i prywatności, jakie zwykle towarzyszą budowaniu dla siebie. I nie umiem sobie przypomnieć, dlaczego postąpiliśmy inaczej.
Na przepięknej działce, na skraju dolnośląskiej wsi, zastaliśmy dwukondygnacyjną stodołę. Budynek był zaadoptowany i podzielony funkcjonalnie na dwie części: mieszkalną i gospodarczą. Szukając formy mogącej unieść zadanie rozbudowy, bardzo wnikliwie przetrenowaliśmy wszelkie konfiguracje ustawiające relacje starego z nowym, z katalizującym stykiem pomiędzy. Zafascynowała nas obserwacja wszechobecnych przybudówek i rozbudów w tym pofalowanym krajobrazie. Jakaś nieplanowana, swoista morfologia, budująca nową, powojenną tożsamość w tym kiedyś uporządkowanym biotopie. Postanowiliśmy podążyć tą ścieżką i poszukiwać formy poprzez nakładanie kolejnych warstw i kształtów. Na zakończenie procesu całość poddaliśmy ujednoliceniu poprzez ustystematyzowanie połaci, rytm okien i gont – monomateriał nowej bryły.
Powstała w ten sposób hybryda dwóch światów funkcjonujących w symbiozie z otaczającym półdzikim krajobrazem. Naturalny, dość szybko patynujący się gont zlał się kolorystycznie ze zwietrzałą cegłą klinkierową, tworząc nowe wartości. Wewnątrz zderzyły się napowietrzona kubatura nowego ze starym szczytem, z jakże charakterystycznymi otworami wentylacyjnymi. Na połączeniu dachów wyrosła kolejna huba – świetlik rozjaśniający środkową część salonu. Szukając holistycznej całości, ściany wykonano w technologii strawbale, w której konstrukcję wypełniono sprasowanymi kostkami słomy. W ten oto sposób spróbowaliśmy nadpisać formalnie typologię uroczej, zapomnianej dolnośląskiej wsi.
/ 09-01-2001
/ 10-12-1999
Wymarzony dom pod miastem. Szeroki podjazd, garaż na dwie bramy, cisza, ptaki, wątłe drzewka. Archetyp szczęśliwego zamieszkiwania implantowany w głowach nowej klasy budującej. W poniedziałki: zapchane drogi, karkołomne manewry pod szkołami i nieładne gesty. Robiąc nasz budynek zastanawialiśmy się, czy współczesny człowiek akceptuje jeszcze synergię miasta, czy chce mieszkać w jego prawdziwym, gęstym biotopie? Czy jest w stanie przyswoić jego fizjologię: ciepło sodowego światła, rytmiczny puls komunikacji, oddech – ten zdrowy po spłukaniu stuletniej kostki deszczem i ten nieświeży w popołudniowym szczycie? Klaksony, rozbita nad ranem butelka i sobotni kibole. W zamian: letni festiwal filmowy, śniadania w „Mleczarni” i pies w parku.
Projekt jest typowo wrocławskim zestawem problemów. Urbanistyczne „sprzątanie”, charakterystyczne dla miasta, które już kiedyś się wydarzyło. W naszych działaniach skupiliśmy się na zszyciu styku dwóch różnych pod względem skali i genotypu obszarów zabudowy. Uzupełniając geometrię placu, zabiegaliśmy o nowe otwarcie wzdłuż zmieniającej skalę, najważniejszej osi w mieście. Architektonicznie próbowaliśmy skomponować współczesną kamienicę. Akcentowaliśmy parter o podwójnej wysokości z wyraźnie zaznaczoną strefą wejścia i tarasowo kształtowaliśmy zwieńczenie budynku, nawiązując do obwiedni gzymsów i kalenic wokół placu. Podwójna fasada, niwelująca uciążliwości, umożliwia doskonały kontakt z pobliską zielenią i pulsującym miastem, które można niemalże dotknąć. Jeśli więc są gdzieś jeszcze współcześni mieszczanie, to ten dom zrobiliśmy dla nich.
/ 07-12-1996
Bryła domu w formie prostopadłościanu przykrytego dwuspadowym dachem buduje lokalny archetyp kameralnego sposobu zamieszkiwania. Z uwagi na stosunkowo małe rozmiary oraz ukośne – antycypujące przebieg planowanej obok drogi – usytuowanie jednej ze ścian, nabrała charakterystycznego, ociosanego kształtu. Budynek mieści tylko sześć mieszkań – po dwa dostępne z jednego spocznika, budując model jednostki sąsiedzkiej optymalnej dla wytworzenia i pielęgnowania relacji międzyludzkich. Kameralna skala i ograniczona ilość mieszkań pozwoliły kształtować frapujący kompozycyjnie rysunek elewacji, wyznaczony poprzez roztasowane perforacje otworów okiennych. Wszystkie mieszkania i poddasze z komórkami lokatorskimi są obsługiwane przez jedną klatkę schodową. Każde z mieszkań wyposażyliśmy w głęboką, dobrze ocienioną loggię, a te na parterze korzystają z bezpośrednio przyległego terenu. Do wykończenia budynku zastosowano proste materiały: gruboziarnisty tynk mineralny, blachę stalową i listwy drewniane. Tak w praktyce została zmaterializowana idea domu dostępnego – bez zbędnego podpiwniczenia, z miejscem parkingowym w ulicy i bez epatowania detalem. Tylko kilka z nich: indywidualnie dopracowana balustrada i zintegrowana z portalem wejściowym ławka – przyzba – buduje tożsamość dla sześciu zamieszkujących tam rodzin. Do arsenału dyskretnych interwencji należy lekkie rozlanie przedpola domu i zintegrowanie zewnętrznego siedziska – donicy z kilkoma miejscami parkingowymi. Mamy nadzieję, że te delikatne cytaty z przeszłości wolnostojącej zabudowy Siechnic, pozwolą łatwiej oswoić tę nową lokalizację.
/ 06-12-1995
Prosty i tani budynek mieszkalny zrealizowany na zlecenie jednej z podmiejskich spółdzielni mieszkaniowych. Nawiązujący do typologii jednoklatkowych, dwupiętrowych bloków z lat 50-tych, które stanowią oprawę architektoniczną ścian zielonego skweru przy ul. Szkolnej w Siechnicach. Zabudowa ta nadpisywała przedwojenną skalę wsi, budując nową morfologię ośrodka przemysłowego. Robotnicy i inżynierowie zastępowali klasę chłopów, a domy, zamiast przyległych pól, zaczęły być wyposażone w ogrody i rekreacyjne przedpola. Jeden model przestrzenny zaczął nakładać się na drugi. Nasz budynek kontynuuje i uzupełnia ten zamysł z przed pół wieku, jednocześnie nie udając, że powstał w tamtych czasach. Daje proste, tanie, a zatem dostępne mieszkania dla siedemnastu rodzin, bez niepotrzebnych nakładów na parking podziemny, kosztowne fasady, czy instalacyjne gadżety. Jedynie dyskretna dominanta w postaci podbicia części połaci dachowej sygnalizuje przyszłe zmiany w układzie drogowym. Szerokie otwarcie, zapraszające do portalu wejściowego i niwelujące różnicę poziomów z ulicą, tworząc przyjazny dostęp dla osób z ograniczoną sprawnością ruchową. Zintegrowany ze wszystkimi okołowejściowymi funkcjami portal bramny wzmocniliśmy formalnie pasem loggii ze głębokim światłocieniem. Pasy okładziny w kolorze i o fakturze ciepłego drewna zintegrowane są ze stolarką okienną i żaluzjami. Szerokość pasa ażurowej balustrady zasłania zbędny w tej opowieści beton płyt balkonowych, tworząc kontynuację pasa miedzyokiennego. Gdybyśmy mieli ten budynek opisać go jednym słowem, byłoby to angielskie „decent”.
/ 05-12-1994
To nasza pierwsza interwencja urbanistyczna w nawarstwiającej się latami i pokaleczonej wojną tkance miejskiej Brochowa, początkująca serię naszych działań w tej dzielnicy Wrocławia. O wyrazie budynków decydowało dążenie do dopełnienia istniejącej struktury urbanistycznej elementami o tożsamej skali i podobnym charakterze. Zabudowa tej części Brochowa to wielorodzinne domy mieszkalne o prostej formie, tynkowanych grubym ziarnem elewacjach i stromych dachach, tworzące obudowę placu Mongolskiego. Projektowany obiekt dialogując z nimi skalą i podporządkowując się tej samej zasadzie urbanistycznej, nie wywołuje wrażenia dysonansu i przyczynia się do uzupełnienia i uporządkowania zastanej sytuacji przestrzennej. Zespół budynków składa się z czterech podobnych prostopadłościennych brył przykrytych stromymi dachami dwuspadowymi i połączonych na przegubach tarasami. Układ brył tworzy wewnątrz kameralny dziedziniec, który jest wprost cytatem z pobliskiego placu Mongolskiego. Taka nasza próba wypreparowania i przeszczepienia na drugą stronę ulicy Centralnej bardzo charakterystycznej dla dzielnicy, urbanistycznej morfologii. Zastosowane współczesne, proste materiały wykończeniowe (mineralny tynk gruboziarnisty, blacha tytanowo – cynkowa, stolarka okienna aluminiowa i drewniana oraz beton architektoniczny) korespondują z fakturami i kolorystyką sąsiedniej, starszej zabudowy. Jedyny, narożny lokal handlowo-usługowy wzmacnia funkcjonalnie ulicę, próbując zawrócić ją do handlowej tradycji i dać jej potencjał do reanimowania uwiędłej witalności.
/ 28-06-1989
Budynek wypełnia kwartał ograniczony ulicami Drobnera oraz Śrutowej, bezpośrednio przylega do XIX-wiecznej kamienicy o bogatym eklektycznym wystroju. Ten fragment śródmieścia jest silnie zainwestowany, ma czytelną strukturę urbanistyczną z wyznaczonymi kwartałami ulic i placów. Centreville uzupełnia historyczną pierzeję Drobnera, kluczową dla Nadodrza. Podobnie jak w sąsiedniej kamienicy, w narożniku Drobnera i Śrutowej zastosowano akcent flankujący skrzyżowanie. Dwie ostatnie kondygnacje wycofano, wolną przestrzeń przeznaczając na tarasy widokowe mieszkańców.
Na najbardziej eksponowanych elewacjach zastosowano cegłę pełną, materiał o walorach zarówno użytkowych (odporność na warunki miejskie i upływ czasu) jak i dekoracyjnych, charakterystyczny dla tego fragmentu miasta. Elewacja mieni się kilkoma odcieniami brązów i szarości. Całość dopełniają duże drewniane okna i aluminiowe opaski wokół nich. To ważne, żeby współczesne budynki wpisywały się w tkankę miejską bez ostentacji i pretensji do dominacji.
/ 24-01-1988