THESPIAN

Słodki domek pod miastem. Dostojny podjazd, garaż na dwie bramy i ogród koniecznie z dmuchanym basenem. Cisza, ptaki i wątłe drzewka. Archetyp szczęśliwego zamieszkiwania implantowany w głowach nowej klasy budującej. W poniedziałki: zapchane drogi, karkołomne manewry pod szkołami i nieładne gesty. Dużo radia w aucie, kino czy teatr raz do roku, raczej DVD wieczorem. W rozlanych, obrzeżnych dzielnicach namiastki sielskości manifestują zbiorowym dymem grillujących balkonów.

Robiąc nasz budynek zastanawialiśmy się, czy człowiek chce jeszcze mieszkać w prawdziwym, gęstym mieście? Czy jest w stanie przyswoić jego fizjologię: ciepło sodowego światła, rytmiczny puls komunikacji, oddech – ten zdrowy po spłukaniu stuletniej kostki deszczem i ten nieświeży w popołudniowym szczycie? Klaksony, jakaś stłuczka, rozbita nad ranem butelka i sobotni kibole. W zamian: letni festiwal filmowy, śniadania w ‘Mleczarni’ i pies w parku. Wszystko za rogiem.

Historia projektu jest typowo wrocławskim zestawem problemów. Urbanistyczne ‘sprzątanie’, charakterystyczne dla miasta, które już kiedyś było. W naszych działaniach skupiliśmy się na zszyciu styku dwóch różnych pod względem skali i genotypu obszarów zabudowy. Uzupełniając geometrię placu, zabiegaliśmy o ‘nowe otwarcie’ wzdłuż zmieniającej skalę, najważniejszej osi w mieście. Architektonicznie próbowaliśmy skomponować współczesną kamienicę. Akcentowaliśmy parter o podwójnej wysokości z wyraźnie zaznaczoną strefą wejścia i tarasowo kształtowaliśmy zwieńczenie budynku, nawiązując do obwiedni gzymsów i kalenic wokół placu. Podwójna fasada, niwelująca uciążliwości umożliwia doskonały kontakt z pobliską zielenią i pulsującym miastem. Można go niemalże dotknąć, podglądać, posłuchać. Jeśli więc są gdzieś jeszcze współcześni mieszczanie, to ten dom zrobiliśmy dla nich.

Hala Sportowa ‘NA SKARPIE’

RENOMA

Na początku był paraliżujący strach. Choć zadanie z pozoru banalne – znalezienie opakowania. A dokładnie formy dla współczesnej maszyny handlowej, składającej się z wielu niekochanych komponentów (wielopoziomowy parking) i technologicznych obowiązków (czerpnie, wyrzutnie, ażury). Maszyny perfekcyjnie zaprogramowanej na potrzeby współczesnego handlu przez specjalistów z Londynu (Benoy) i wprowadzającej swoją masą, sporą dysharmonię w skali tego fragmentu miasta. W kontrze monumentalny i kultowy, zniszczony ale nadal bezkompromisowo piękny gmach Dernburga, przed którym należałoby przyklęknąć. Sprawy nie ułatwiały niezwykle skomplikowane zapisy Planu Miejscowego.

Później wielomiesięczne miotanie się od ściany do ściany, w poszukiwaniu formuły załatwiającej wszystkie problemy. Klucz tym razem był intuicyjnie blisko – w pierwszych szkicach i rozmowach, choć aby go zauważyć zatoczyliśmy kilkunastomiesięczne koło dyskusji i wielu alternatywnych wersji.

Głównym zamiarem stała się stylistyczna i formalna kontynuacja istniejącej architektury przy użyciu współczesnego języka znaków i z wykorzystaniem do zbalansowania skali obiektu dynamiki, tak charakterystycznej dla epoki. Spójność starej i nowej części uzyskano dzięki proporcjom, zabiegom redukującym masę, horyzontalnym podziałom elewacji, charakterowi zastosowanych materiałów oraz kolorystyce. Dynamika jednoznacznie horyzontalnej elewacji nowej części została spotęgowana przez wachlarzowe odchylenie poziomych gzymsów, które tworzą bardzo mocno zaznaczony pierwszy plan fasady. Jego tło stanowią szklane witryny i ściana wykończona płytami włóknocementowymi (fibre-C) w kolorze ciemnobrunatnym, korespondującym z ceramiczną okładziną zabytkowego gmachu. Nowa bryła łączy się z zabytkowym gmachem za pośrednictwem atrium wejściowego, które pełni funkcję łącznika (buforu) między obu częściami.

W ramach inwestycji zagospodarowano także plac Czysty oraz przebudowano ulice: Podwale i Czystą, dzięki czemu tereny otaczające dom handlowy zostały ponownie włączone w publiczne życie miasta.

HALA SPORTOWA

WYDZIAŁ PRAWA, ADMINISTRACJI I EKONOMII

Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział, że w zabytkowym centrum miasta powstanie duży budynek według naszego projektu, potraktowalibyśmy to jako żart. Z równie sceptycznym nastawieniem wzięliśmy udział w konkursie – potraktowaliśmy to jako rodzaj ćwiczenia warsztatowo, ucieczkę od nudy codzienności. I udało się. Warunki konkursu narzuciły wiele ograniczeń decydujących o rozwiązaniach przestrzennych: wysokość zabudowy i jej linię, sugerowały również nawiązanie do otaczającej zabudowy. W dyskusji nad sposobem kształtowania historycznego centrum miasta staraliśmy się zająć jasne stanowisko – zrezygnowaliśmy z banalnego i pustego naśladowania form historycznych w przekonaniu, że architektura, nawet traktowana jako miejska scenografia, powinna być budowana przy użyciu form charakterystycznych dla czasu, w którym powstaje. Program funkcjonalny okazał się prawdziwą mieszanką: sale wykładowe, seminaryjne, biblioteka, restauracja, parking…  stłoczone i spiętrzone na niedużej działce. Do tego masa sugestii z różnych stron – co też budynek mógłby jeszcze w sobie zawrzeć, jak mógłby wyglądać. W całym tym zamieszaniu praca architekta w równej mierze polegała na właściwym kształtowaniu przestrzeni co na umiejętnym prowadzeniu negocjacji i łagodzeniu konfliktów. Przestrzenna dyspozycja budynku jest prosta. W skrzydle południowym mieszczą się, jedno nad drugim, dwa duże audytoria. W głównym skrzydle „ułożono” warstwami pozostałe funkcje: sale seminaryjne, pomieszczenia biblioteki i restaurację. Podziemie zajmują garaże. Budynek wyróżnia się na tle podobnych realizacji bogatą infrastrukturą techniczną (klimatyzacja, wyposażenie audiowizualne sal wykładowych, sieć instalacji słaboprądowych, BMS). Podstawowym założeniem kształtowania wnętrz była dyskrecja użytych środków, prostota rozwiązań i otwarcie na otaczającą przestrzeń (widok z wnętrza budynku na wschodnie skrzydło Uniwersytetu i kościół Uniwersytecki). Gdyby w dniu ogłoszenia wyników konkursu ktoś powiedział ile problemów wiąże się z projektowaniem i realizacją takiego budynku stwierdzilibyśmy, że chyba przesadza. A jednak nie byłoby w tym nic z przesady – teraz to wiemy.

GIMNAZJUM W SIECHNICACH